Echa wypowiedzi Norberta Rascha dla Spectrum.direct
Wiceprzewodniczący Towarzystwa Społeczno -Kulturalnego Niemców na Śląsku Opolskim, Norbert Rasch zaproponował uznanie języka śląskiego jako drugiego języka mniejszości niemieckiej. Na jego postulaty organizacje śląskie zareagowały oburzeniem. O powody tej frustracji zapytaliśmy dr Tomasza Hutscha z Regios, współautora stanowiska środowisk śląskich.
Udostępnij:
Poprzedni
Następny
Fot. Atom // polska-org.pl
Spectrum.direct przytoczyło kilka tygodni temu fragmenty wypowiedzi Norberta Rascha, wiceprzewodniczącego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców na Śląsku Opolskim (TSKN) i byłego lidera tej organizacji. Norbert Rasch postulował na naszych łamach, żeby zaprzestać utrzymywania fikcji, iż jakoby język niemiecki jest językiem codziennej komunikacji środowiska mniejszości. Zdaniem Norberta Rascha język ten nigdy nie był i nigdy nie będzie językiem powszechnej komunikacji środowiska autochtonów. W przeszłości, owszem, posługiwały się nim na co dzień napływowe pruskie, protestanckie elity i śląska arystokracja. Środowiska ta opuściły prawie całkowicie Śląsk po 1945 roku. Nie znaczy to oczywiście, że autochtoni tego języka nie znali. Wręcz przeciwnie. Niemiecki pozostawał tu od wieków językiem oficjalnym i urzędowym. Górny Śląsk zawsze był dwujęzyczny i nigdy taki nie przestał być.
Norbert Rasch kiedyś sądził, że społeczność niemiecka na Górnym Śląsku odzyska swoją tożsamość, kiedy przywróci się niemiecki jako język codziennej komunikacji. Dziś po trzydziestu kilku latach istnienia zorganizowanej mniejszości miał zrozumieć, że jest to całkowicie niewykonalne. Przytłaczająca większość autochtonów posługuje się językiem śląskim i nie wykazuje w gruncie rzeczy żadnego zainteresowania, żeby to zmienić.
Rasch wezwał elity VdG do wyciągnięcia z tych faktów konsekwencji i uznania języka śląskiego jako drugiego języka mniejszości niemieckiej. Twierdził, że niemieckość nie stoi ze śląskością w żadnej sprzeczności i że te elementy się wzajemnie uzupełniają.
Cytowane poglądy Norberta Rascha odbiły się szerokim społecznym echem, również w mediach publicznych. Jego wypowiedziami poczuły się szczególnie urażone organizacje śląskie. Wspólnie sporządzały one protest (stanowisko) przeciwko postulatom Norberta Rascha zarzucając mu zawłaszczanie fundamentu ich tożsamości jakim jest język śląski. W dokumencie tym stwierdzono, że język ten kreuje wspólnotę ludzi o odrębnej tożsamości. Jego sygnatariusze stwierdzili, że sprzeciwiają się traktowaniu języka i kultury śląskiej jako elementu kultury niemieckiej. Z oburzeniem napisali o próbach przejmowania jednej grupy mniejszościowej przez inną.
Oświadczenie organizacji śląskich musi budzić zdumienie. Przez wiele lat wykazywały one otwartość na organizacje mniejszości niemieckiej. I odwrotnie, wydawało się, że to organizacje zbliżone do TSKN patrzały na organizacje śląskie z wyższością i się od nich dystansowały.
Tymczasem kiedy jeden z czołowych liderów mniejszości niemieckiej, wiceprzewodniczący TSKN wyciąga do środowisk śląskich rękę i szuka punktów wspólnych, to okazało się, że owieczki zamieniły się w wilka atakującego bez specjalnego powodu mniejszość niemiecką. Być może nagle poczuły przypływ swojego znaczenie i siły w związku z nową konstelacją polityczną. Dobrze o nich ten protest w każdym razie nie świadczy.
Kierując się niezrozumiałymi motywacjami zapomniały, że najważniejszym zadaniem organizacji jednej i drugiej strony powinno być dawanie autochtonom oparcia, pomoc w przełamywaniu historycznych zakłamań. Liderzy obu organizacji powinni tłumaczyć powody sprzeczności pomiędzy tym, czego autochtoni uczyli się w szkole, a tym co słyszeli od swoich dziadków. Wyjaśniać kontrast pomiędzy oficjalną narracją w mediach, a uprzedzeniami, które wynieśli z domów. Tłumaczyć z pozoru irracjonalne lęki i tęsknoty, które mają swoje historyczne uzasadnienie. Uświadomienie sobie tych sprzeczności musi być fundamentem i punktem wyjścia dla budowania nowej tożsamości autochtonów. Wewnętrzne spory w środowisku mogą mu natomiast tylko szkodzić.
Takie też były motywacje Norberta Rascha, który skierował swoje idee do twardogłowych elit w Mniejszości Niemieckiej, które się bynajmniej swoich niechęci do organizacji śląskich nie pozbyły. Jego inicjatywa miała szansę na zainspirowanie zmian w myśleniu o organizacjach śląskich. Norbert Rasch, idealista, za swoje szlachetne poglądy zdzielony został łomem i raczej mało prawdopodobne, żeby się w tej sprawie kiedykolwiek miał jeszcze odezwać publicznie. Ów protest niemalże zaorał delikatną, rodząca się roślinkę porozumienia i stał się kijem do uciszania wszystkich, którym na pojednaniu z organizacjami śląskimi mogłoby jeszcze zależeć. Spowodował jednocześnie usztywnienie się tych, którzy z niechęcią na organizacje śląski patrzyli i patrzą.
Jednym z sygnatariuszy oświadczenia środowisk śląskich jest organizacja Regios, którego członkiem jest dr Tomasz Hutsch z Olesna. Z perspektywy kilku tygodni uważa on, że reakcja organizacji śląskich była stanowcza, ale uzasadniona. Rozumie ton tego dokumentu, który wynikał z nadmiernie emocjonalnych interpretacji wypowiedzi Norberta Rascha. Spowodowane to było niezbyt szczęśliwymi sformułowaniem w wypowiedziach wiceprzewodniczącego TSKN.
Jego zdaniem, głównym problemem w rozważaniach Norberta Rascha jest brak uwzględnienia perspektywy drugiej strony. Hutsch dostrzega, że z perspektywy mniejszości niemieckiej śląskość może być częścią niemieckiej tożsamości. Ale odwrotnie już wcale tak być nie musi. Śląskość bynajmniej nie dla wszystkich musi implikować niemieckość.
Ale prawdą jest też, że w zdecydowanej większości przedstawiciele środowisk śląskich uznają wspólny historyczny fundament, do którego się odwołują. Dr Hutsch zwraca też uwagę, że sama koncepcja odrębności śląskości opiera się przecież na niemieckiej koncepcji Heimatu.
Dr Hutsch tłumaczy, że w środowisku organizacji śląskich odczytano wypowiedzi Norberta Rascha jako oficjalne stanowisko TSKN, a nie jako głos w wewnętrznej dyskusji w łonie tej organizacji. A jego postulaty odebrano jako atak na niezależność organizacji śląskich. Hutsch rozumie ich nerwowość. I on dobrze pamięta, z jaką niechęcią spotykali się w środowisku mniejszości niemieckiej. I w momencie, kiedy organizacje śląskie stoją niejako u progu oficjalnego uznania ich odrębności, pojawia się inicjatywa mniejszości niemieckiej, która rości sobie prawa do ich sukcesu.
Dr Hutsch pozytywnie natomiast ocenia konsekwencje zarówno wypowiedzi Rascha, jak i protestu organizacji śląskich. Ta publiczna dyskusja była ważna i potrzebna. wymiana poglądów otworzyła oczy na problem i być może stanie się przyczynkiem do dalszej dyskusji. Z jego perspektywy ustalenie przyczyn rozdźwięku między środowiskami ma kluczowe znaczenie. To co nas łączy to przywiązanie do regionu na którym mieszkamy od setek lat.
Dr Hutsch dostrzega, że jedno i drugie środowisko wyrasta z tego samych, austriacko-pruskich tradycji i że oba środowiska się przez te tradycje się definiują. Dlatego konstruktywny dialog, z poszanowaniem wzajemnych odrębności, wydaje mu się ważny w interesie całego środowiska.
Dla Tomasza Hutsch kluczową sprawą wydaje się ustalenie przyczyn rozdźwięku w tym niegdyś homogenicznym środowisku. Jedno jest pewne, należy robić wszystko, żeby pomiędzy tymi siostrzanymi środowiskami nie rodziły się destrukcyjne spory.
W wypowiedziach Norberta Rascha zabrakło Tomaszowi Hutsch konkretów. Dlatego postanowił wysunąć własną propozycję. Dla budowania tożsamości środowiska konieczne są miejsca pamięci, materialne artefakty, które dla tej tożsamości mogłyby być miejscami krystalizacji tożsamości. Takimi miejscami są niewątpliwie pozostałości kultur materialnej regionu w postaci różnych zabytków. Na Górnym Śląsku niszczeje ich wielka liczba. ich los często nikogo nie interesuje.
Pierwszym konkretnym krokiem zbliżenia środowisk śląskich i mniejszości niemieckiej mogłaby być wspólna próba uratowania jakiegoś niszczejącego historycznego obiektu. Dr Hutsch nie ma jeszcze wybranego obiektu, ale wskazuje na cały szereg przykładów niszczejących zabytków. Wymienia dla przykładu basztę Montalemberta w Koźlu, mówi o tak charakterystycznych setkach zaniedbanych kapliczek rozsianych po polach Górnego Śląska. Zwraca uwagę na wiele niszczejących i zagrożonych wyburzeniem XIX wiecznych obiektów poprzemysłowych.
Takim obiektem wspólnej troski mógłby być również pałac Eichendorffów w Łubowicach. Wiadomo, że ten jeden z najwybitniejszych niemieckich poetów mówił po śląsku. Autochtoniczna Ślązaczka była jego pierwszą wielka miłością, której poświęcił swoje wiersze, które stały się światową klasyką. Eichendorff słynie również jako piewca swojej rodzinnej, górnośląskiej ziemi.
Znalezienie zabytku, który mógłby być obiektem wspólnej troski nie jest oczywiście łatwe. Obiekty te znajdują się najczęściej w prywatnych rękach, trudno oczekiwać, żeby ktoś oddał je jakiejś organizacji. I odwrotnie również, ciężko byłoby społeczne pieniądze inwestować w prywatna własność. Takie wspólne zabytki mogłyby być ważną inwestycją w przyszłość i stanowić punkt krystalizacyjny odradzania się tej niemiecko śląskiej tożsamości. Takie działanie na rzecz wspólnej miejsc pamięci mogłoby być czytelną formą podania sobie ręki.
Dla swoich zamiarów ma zamiar zjednać Norberta Rascha, który wydaje mu się człowiekiem dobrej woli. „Jednym ze sprawiedliwych” wśród niemieckich elit. Wielu bowiem ich przedstawicieli anty śląskich okopów jeszcze nie opuścili. Pozostaje mieć nadzieję, że Tomaszowi Hutsch uda się ten dialog odbudować. Czego mu serdecznie życzymy.
This is some text inside of a div block.
Autor:
Udostępnij:
Poprzedni
Następny
Więcej artykułów
Muzeum
Historia
Ratowanie tonącej Atlantydy
W tym miesiącu w Muzeum Uniwersytetu Opolskiego obejrzeć można wystawę malarstwa niemieckiego z przełomu XIX i XX wieku. Są to prace śląskich artystów, które pochodzą z prywatnych zbiorów Anny i Norberta Honka. W wernisażu uczestniczyło wielu wybitnych przedstawicieli życia kulturalnego regionu.
W Polsce mieszka coraz więcej Niemców, którzy urodzili się na terenie współczesnej Republiki Federalnej. Osób, którzy sprowadzili się na Śląsk już jako dorośli ludzie. Niektórzy przedstawiciele mniejszości nie są zachwyceni ich obecnością w szeregach organizacji, co rodzi liczne napięcia.
Znaczący udział śląskich Autochtonów w wyborach do Bundestagu nadałby temu środowisku w Niemczech istotnego, politycznego znaczenia. Wydaje się, że elity mniejszości zrobiły dużo za mało, żeby z tej wielkiej szansy skorzystać. Jest to wielka zmarnowana szansa.
Chcesz być na bieżąco z nowymi materiałami naszego autorstwa? Zasubskrybuj nasz newsletter!
Dziękujemy za subskrypcję naszego newslettera. Twój adres został pomyślnie zapisany na naszej liście mailingowej.
Coś poszło nie tak.
Klikając przycisk Zapisz się wyrażasz zgodę na warunki Polityki prywatności.
Klikając „Akceptuj wszystkie pliki cookie”, wyrażasz zgodę na przechowywanie plików cookie na swoim urządzeniu w celu usprawnienia nawigacji w witrynie, analizy wykorzystania witryny i wsparcia naszych działań marketingowych.